Geoblog.pl    SigmaiPi    Podróże    Sigma i Pi jadą w świat.    Przejechać przejechanego....
Zwiń mapę
2018
21
sty

Przejechać przejechanego....

 
Australia
Australia, Port Augusta
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 26772 km
 
W piątek rano, po wspólnie zjedzonym śniadaniu, każdy musiał pojechać w swoją strone. Zobaczyliśmy już troche wschodniego wybrzeża i choć jego dalsza cześć jest również piekna i tak popularna, my zmieniamy kierunek i jedziemy na podbój centralnej Austarlii, na tak zwany "outback". Miejsce, gdzie nie ma już nic, musimy je przecierz zobaczyć :) Obiecaliśmy, też Rudolfowi, że odwiedzi swoje rodzinne tereny, w końcu to Subaru Outback!

W pierwszej kolejności jedziemy do miasteczka Coober Pady. Z Brisbane mamy do pokonania około 2500 kilometrów. Postanawiamy ścisnąć przysłowiowe pośladki i dojechać tam jak najszybciej, tym bardziej, że po drodze nie ma absolutnie niczego i nikogo. Nawet napotkani kierowcy pozdrawiają sie i machają do siebie radośnie, widząc kogoś innego na drodze ;)

Ledwo wyjechaliśmy z Brisbane, odczuwamy "lekki" wzrost temperatury. Na wybrzeżu było w granciach 30 stopni i lekki, czasem mocniejszy wiatr. Tu, tylko kawałeczek od wybrzeża, temperatura wzrasta do 40 stopni. Wiejący tu wiatr nie ma już nic wspólnego z uczuciem chłodu. Powiew wiatru przypomina bardziej suszarke do włosów przystawioną tuż obok skóry ;)

Niby po drodze nie ma nic, poza jedną rzeczą, są kangury i to w ogormnych ilościach. Niestety jednak w wiekszości przejechane przez samochody :( Cały czas jeżdżąc po Australii, obserwujemy bardzo dużo potrąconych kangurów. Jednak na tej trasie jest istne cmentarzysko :( Czasem leżą one na poboczu, a czasem na środku drogi. Nikt ich tu nie sprząta, wiec jest ich tu sporo. Sporo jest też ogromnych czarnych ptaków żywiących sie padliną, krajobraz troche mroczny. Widok ten nas bardzo smuci, ale z czasem musieliśmy sie przyzwyczaić.

Pi dba o czytelników naszego bloga, dlatego dla urozmaicenia zaserwował nam troche czarnego humrou... Otóż przejechaliśmy przejechanego już kangura. Niby nic, jednak leżące na środku drogi zwłoki okazły sie być wyjątkowo duże i Rudolf zahaczył o nie podwoziem. Huk rozległ sie niemiłosierny, smród i dym spod auta.. Naszczeście oderwała sie tylko plastikowa osłona spod silnika. Pi, złota rączka, szybko zamontował obudowe plastikowymi opaskami samozaciskającymi i w droge! Nieszczesny kangur przez najbliższe trzy dni nie dawał jednak o sobie zapomnieć... Już na pierwszym postoju okazało sie, że do śrób łączących wydech, zaczepiły sie kawałki miesa i niemiłosiernie śmierdzi spalenizną. Nie mieliśmy jak sie tego pozbyć, wiec musieliśmy poczekać aż samo przejdzie.

Wieczorem, kolejna negatywna diagnoza, nie mająca jedank nic wspólnego z wcześniejszą sytuacją. Pi zauważył uszkodzenie przedniej opony, na bieżniku powstał wielki balon. Do najbliższej cywilizacji mieliśmy kilkaset kilometrów, wiec nie chcieliśmy zakładać koła zapasowego, żeby było na czarną goodzine. Pi, mądra głowa i fan MacGyvera pozamieniał kóła w Rudolfie z przodu na tył, z tyłu na przód, tak żeby uszkodzona opona jeszcze troche przejechała i nie zagrażała bezpieczeństwu.

Tu, gdzie temperatury są powyżej 40 stopni, ruch na drodze sporadyczny, a najbliższe miasteczko w oddaleniu o kilka godzin jazdy, trzeba podejmować sie różnych kombinacji :)

Czarna godzina nadeszła jedank szybciej niż oczekiwaliśmy ;) Nastepnego dnia temperatura 45 stopni w cieniu, szybko wykańcza opone do końca.... W Rudolfie znowu rozlega sie huk i łomot, opona peka i wychodzą z niej druty, pokładowy MacGyver bezlitośnie stwierdza: to pora na koło zapasowe ;) I tak po niecałych trzech dniach jazdy docieramy do miasteczka Coober Pedy. Tak upłyneły nasze pierwsze kilomerty na Austarlijskim Outbacku, a dopiero zaczynamy, strach sie bać ;)
Ale jedno trzeba przyznać jest pieknie!!!


Dziś 21 stycznia, życzymy wiec babci Eli, oraz wszystkim babciom czytajacym naszego bloga duuuużo zdrowia i wszystkiego najszcześliwszego!!!

Z upalnego Outbacku Australii, pozdrawiamy i przesyłamy kilka stopni ciepła:)
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
wiza do Australii
Wybierasz się tam? Będzie ci potrzebna wiza do Australii. W Geoblogu możesz ją zamówić z dostawą do domu! Zobacz cenę wizy do Australii, oferujemy najniższe stawki pośrednictwa w uzyskaniu wiz.
Zdjęcia (8)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (4)
DODAJ KOMENTARZ
Munia
Munia - 2018-01-27 11:17
Lepiej już wracajcie do cywilizacji, a ten outback zostawcie kangurom. A są tacy co mówią ,że Azja jest niebezpieczna, a tu okazuje się że w Azji jak w domu. Tylko żal mi tych kangurków.
 
zula
zula - 2018-01-27 13:04
Kolejny rozdział pięknej wyprawy...ten z akcją horror!
Dobrze jesteście w mieście bo gdyby tak dalej Wasza droga prowadziła przez środek Australii to zamiast kangurów byłby porzucone zepsute samochody...smutne obrazy!
Uważajcie na siebie :-)
 
ciocia W
ciocia W - 2018-01-27 13:30
Czytam, czytam; wprawdzie jestem ciocią /ale ciocią- babcią też/więc przyjmuję życzenia
 
Maya
Maya - 2018-01-27 15:16
Cieszę się że u was wszystko dobrze, super wyglądacie. Pozdrawiam
 
 
zwiedzili 4% świata (8 państw)
Zasoby: 66 wpisów66 293 komentarze293 926 zdjęć926 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróże
12.10.2017 - 15.02.2018